• Polska Liga Koszykówki
    22.04.2018 , 17:45

    Trefl Sopot 64 76 King Szczecin


Więcej o koszykówce »
1 2 3 4 5

Wywiady

201608122016081244C5D5654trefltreningZAS038ZAS
Cieszy mnie, że realizuje się idea pana Wierzbickiego (07.09.2016) Autor: Paweł Durkiewicz, fot. Tomasz Zasiński/058sport.pl

Minął miesiąc, odkąd Trefl Sopot zakończył budowę składu, sprowadzając nad morze ulubieńca sopockiej publiczności. O swoich wrażeniach po powrocie do żółto-czarnych opowiada nam dziś Filip Dylewicz.

TreflSopot.pl: Wracasz do domu po trzech latach – to dużo i mało jednocześnie. Co, z Twojego punktu widzenia, zmieniło się w „Twoim” Treflu Sopot, a co pozostało takie jak dawniej?

Filip Dylewicz: Pamiętam, że od czasów, gdy ja zaczynałem swoją grę w Sopocie, koncepcja pana Kazimierza Wierzbickiego zakładała, że Trefl ma być dobrym miejscem do rozwoju dla młodych zawodników, którzy w innych klubach ekstraklasy nie dostaliby szansy na zaistnienie. Teraz, gdy wróciłem do Sopotu po trzech sezonach w Zgorzelcu, widzę, że ta idea w pełni się realizuje. Przed moim odejściem bywało z tym różnie, z prostego powodu - na klubie rokrocznie ciążyła presja uzyskania jak najlepszego wyniku sportowego, co utrudniało wdrażanie młodzieży. Po powrocie zaskoczyło mnie to, jak dużą wagę przywiązuje się tu teraz do tych najmłodszych koszykarzy w naszym zespole. Śmiało mogę powiedzieć, że mamy 5-6 graczy, którzy już w najbliższym czasie mogą poważnie namieszać w ekstraklasie. Każdy z nich mocno pracuje i każdy z pewnością otrzyma swoje szanse. Podoba mi się ten kierunek. A co do rzeczy niezmiennych – cieszę się, że znów spotkałem tych samych ludzi, z którymi spędziłem tu wiele lat, począwszy od „Aliego” (Aleksander Walda – red.) i „Tobiego” (Tobiasz Grzybczak), poprzez pracowników klubu, a kończąc na ochroniarzach w Hali 100-lecia. Gdy przyszedłem w sierpniu na pierwszy trening, czułem się, jakbym wyszedł dzień wcześniej.

A wśród swoich młodszych kolegów widzisz nowego Filipa Dylewicza, czy nowego Adama Waczyńskiego?

Bardzo bym sobie tego życzył. Szczególnie, że w ostatnich latach tych nowych postaci w naszej koszykówce nie pojawia się za dużo. Trzeba pielęgnować ten narybek, który mamy. Młodzi powinni wejść taki poziom, aby stanowić równorzędną konkurencję wobec zawodników z Litwy czy Serbii, którzy przyjeżdżają do Polski. Obecnie niestety tak nie jest. Przecież dziś mamy raptem kilku graczy, którzy w ostatnich latach zdołali wybić się na tyle, by zakotwiczyć w silnych ligach. A sięgając dalej wstecz – Marcin Gortat czy Maciej Lampe nigdy nie grali w Polsce, a Łukasz Koszarek czy ja mieliśmy tylko epizody we Włoszech. Promujemy za mało klasowych koszykarzy, a nie wierzę, żeby w Polsce nie było uzdolnionych młodych ludzi. Gorąco liczę, że właśnie w Sopocie będziemy mieli taką kuźnię talentów i nie będzie tu następców Dylewicza, tylko będą koszykarze od niego lepsi! Tego im życzę i jest to do zrealizowania.

W Twoich słowach o stanie polskiej koszykówki jest sporo goryczy, a przecież od kilku lat mamy w lidze przepis o dwóch Polakach na boisku, który zmusza wszystkie kluby do stawiania na rodzimych koszykarzy.

Tylko kto tak naprawdę wybił się dzięki tej regule? Według mnie to kamuflowanie rzeczywistego problemu. Uważam, że przepis, który gwarantuje polskim graczom minuty, jest złym przepisem, bo wtedy taki zawodnik nie odczuwa presji i spada jego motywacja do rozwoju. Młody gracz stawiający swoje pierwsze kroki w zawodowej koszykówce powinien czuć w tyle głowy, że musi walczyć i codziennie udowadniać, że warto na niego stawiać. Przy układzie, który był kiedyś, w typowym zespole polskiej ekstraklasy było po dwóch Amerykanów i Serbów. Trener, jeśli chciał, mógł grać nimi po 40 minut. W składzie było jeszcze 6-7 Polaków i oni wiedzieli, że jeśli nie będą pracować i się rozwijać, będą grali „ogony”. To ich mobilizowało.

Dziś młodzi gracze pracują w nieco innych okolicznościach niż Ty 20 lat temu.

Ja miałem to szczęście, że w pierwszych sezonach mogłem uczyć się od zawodników naprawdę wybitnych. Najpierw był tu Darius Maskoliunas, który przyjeżdżał tu w blasku wygranej Euroligi czy medalu olimpijskiego. Dla młodego zawodnika to było coś. Przyjeżdżał prawdziwy kozak, do którego czułeś szacunek, bo wiedziałeś, ile osiągnął. I to motywowało cię do walki o minuty. Tak samo było później z Adamem Wójcikiem, Besokiem… Długo mógłbym wymieniać. Dziś w polskiej ekstraklasie nikt nie ma takich gwiazd europejskiego formatu. Nasza liga stała się bardziej czymś w rodzaju trampoliny dla obcokrajowców, którzy przez rok czy dwa pokazują się tu z dobrej strony, a następnie kontynuują swoja kariery w bogatszych klubach z Europy.

Jakich rad udzielasz więc młodszym kolegom na co dzień?

Pamiętajmy, że wciąż jestem zawodnikiem, który ma swoje ambicje, i nie powinienem skupiać się tylko na doradzaniu młodszym. Pewnie, od czasu do czasu podpowiem coś na ucho. To, czy koledzy to wykorzystają, zależy już od nich. Oczywiście życzę im wszystkim jak najlepiej i chciałbym, żeby każdy z nich zaszedł jak najdalej, rozwinął skrzydła i pokazał, że Polak potrafi. Ale to już będzie zależeć od nich samych, a także od odrobiny szczęścia, którą można mieć lub nie.

Wróćmy więc do tematu Filipa Dylewicza. Czy Twoja gra zmieniła się przez te ostatnie trzy lata w Zgorzelcu?

Trzy lata w zawodowej karierze to całkiem sporo. Oczywiście jestem trochę starszy, ale nie czuję się gorszy niż wtedy, gdy odchodziłem z Trefla. Na pewno mam motywację, żeby udowodnić paru osobom, że wciąż potrafię grać. Może zabrzmi to nieskromnie, ale znam swoje umiejętności, a o koszykówce wiem całkiem sporo. Przez te wszystkie lata mojej kariery rywalizowałem z bardzo dużą grupą zawodników z mojej pozycji. Ile razy czułem się faktycznie gorszy od mojego bezpośredniego rywala? Może raz, może dwa razy? Nie waham się tak mówić, bo uważam, że pewność siebie to w sporcie ważna cecha charakteru.

Razem ze Zgorzelca zabrałeś ze sobą Kubę Karolaka, który w pierwszych meczach sparingowych pokazał naprawdę dobrą formę. Uważasz, że to może być dla niego przełomowy sezon?

Wyszło bardziej na to, że to on zabrał mnie (śmiech). A mówiąc poważnie, Kuba to już doświadczony gracz, który powinien już brać na siebie ciężar gry i myślę, że będzie to robił. Widać, że dobrze czuje się w naszym zespole. Nie da się ukryć, że w Turowie jego sytuacja była ciężka. W pierwszych dwóch latach mieliśmy w Zgorzelcu bardzo silny skład, w którym trudno było mu o minuty. W ostatnim sezonie nie byliśmy już tak silni kadrowo, ale ze względu na koncepcję trenera nadal ciężko było mu się odnaleźć. Gdy teraz obserwuję Kubę na treningach widzę, że rozwinął wachlarz swoich umiejętności. Zawsze postrzegałem go jako typowego strzelca z dobrym rzutem dystansowym, ale teraz dodał do tego penetrację i parę innych elementów. Dla nas i dla niego samego będzie to wielka korzyść.

Obserwujesz, jak kształtuje się nasza ligowa konkurencja?

Zapowiada się bardzo wyrównana liga. Stelmet, Anwil, Rosa i Czarni na pewno będą mocni, ale tak naprawdę każdy będzie mógł tu wygrać z każdym. Poziom sportowy będzie – mam nadzieję – przyzwoity i liczę, że w końcu przełoży się to na wzrost popularności koszykówki. My będziemy mierzyć w play-off, choć wiadomo, że takie same ambicje będzie miało też 16 innych drużyn.

Lada dzień ruszy sprzedaż karnetów na nowy sezon. Czym zachęciłbyś fanów Trefla do nabycia abonamentu na całe rozgrywki?

Myślę, że w poprzednim sezonie dokonała się bardzo ważna rzecz – Trefl Sopot znów jest w pełni wiarygodnym, wypłacalnym i poważanym w lidze klubem. Zdaję sobie sprawę, że pod względem sportowym było gorzej i kibice po zakończeniu rozgrywek mogli czuć się rozczarowani. Teraz przyszła więc kolej na kolejny krok, czyli odbudowanie siły sportowej Trefla Sopot. Nie damy rady tego zrobić bez wsparcia naszych sympatyków. Wierzę, że w Trójmieście jest sporo osób, które czują się z nami związani i zechcą obserwować nasze poczynania w hali. Bądźmy razem i znów razem cieszmy się koszykówką!

energa basket liga
Zespół Z   P Pkt.
8. PGE Turów Zgorzelec 18 - 14 50
9. TBV Start Lublin 17 - 15 49
10. Trefl Sopot 17 - 15 49
11. Asseco Gdynia 17 - 15 49
12. Polpharma Starogard Gdański 15 - 17 47
więcej

Najnowsze galerie